Co ciekawe mimo olbrzymich rozmiarów zwierzęta te nie są groźne dla człowieka dzięki ich łagodnemu usposobieniu.
Międzynarodowy Dzień Rekina Wielorybiego – rozmiary, obszar występowania, pożywienie
Standardowy rozmiar rekina wielorybiego wynosi 9-10 m, aczkolwiek istnieje mnóstwo pogłosek mówiących o 20-metrowych osobnikach. Naukowcy traktują jednak takie informacje z dystansem, bowiem nie udokumentowano tak ogromnego przedstawiciela tego gatunku. Cechą charakterystyczną tych zwierząt są jasne plamy i pasy, które można znaleźć na zielonkawym, szarawym bądź czerwonawym grzbiecie. Dolna część natomiast jest pokryta białym lub zielonym odcieniem. Ryby te występują niemal we wszystkich ciepłych morzach i oceanach. Preferowana temperatura wody wynosi 21-25 stopni Celsjusza, zaś jej zasolenie powinno być na poziomie 34-34,5%. Co ciekawe rekiny wielorybie żywią się głównie mięsem, aczkolwiek nie pogardzą także roślinnymi rarytasami w postaci chociażby wodorostów czy glonów.
Międzynarodowy Dzień Rekina Wielorybiego – olbrzym o łagodnym sercu
Mimo pokaźnych rozmiarów rekin wielorybi nie jest groźny dla człowieka, co niestety nie idzie to w drugą stronę. Ryby te często są ofiarami sieci zastawionych przez kłusowników. Delikatna natura tego gatunku objawia się też samotnym trybem życia, lecz można zaobserwować występowanie grup liczących nawet około stu osobników.
Informacje o chomikach dżungarskich dostępne w internecie są sprzeczne i często bardzo mało wiarygodne. Wynika to z faktu, że jako społeczeństwo ciągle jeszcze nie doceniamy tych małych zwierzątek. Plastikowe tunele, kule czy szelki to zdecydowanie nie jest ich świat. Lepiej sprawdzają się odpylone trociny i przestronne kołowrotki.
Skąd pochodzą chomiki dżungarskie?
Chomiczniki dżungarskie na wolności zamieszkują tereny wschodniego Kazachstanu, Syberii Zachodniej oraz Rosji. Pierwszym badaczem, który opisał w 1773 r. dziko żyjącego chomika dżungarskiego, był Peter Pallas.
Określił go wówczas jako Mus sungorus. Na początku XX wieku inny badacz, Ned Hollister, po raz pierwszy użył w stosunku do chomiczników dżungarskich nazwy Phodopus sungorus. To nią w świecie nauki zwierzątka są określane do dziś.
Chomiczników dżungarskich w niewoli używano początkowo do badań w laboratoriach w Niemczech oraz USA. Obecnie stanowią one głównie zwierzątka domowe, cenione za łagodny i przyjazny charakter.
Wygląd chomików dżungarskich
Nie bez powodu chomika dżungarskiego często określa się jako chomika miniaturkę. Jest on zwierzęciem o bardzo niewielkich rozmiarach. Jego waga wynosi zaledwie od 25 do 50 g, a długość – ok. 10 cm. Zaliczany jest przez to do najmniejszego przedstawiciela chomika domowego.
Chomik dżungarski ma gęste i przyjemne w dotyku futro. Jego umaszczenie potrafi być bardzo różnorodne. Spotyka się zwierzątka czarne, szare, perłowe, nierzadko występują też chomiczniki dżungarskie białe. Najczęściej chomiki mają ciemny tułów i jaśniejszą pręgę na brzuchu.
Długość życia oraz zdrowie chomików
Średnia długość życia udomowionego chomika dżungarskiego wynosi ok. 2,5 roku. Nie są to niestety zwierzątka długowieczne, jednak wielu hodowców stara się o przedłużenie ich żywotności.
Chomiki mogą cierpieć na różne schorzenia. Do najczęstszych należą m.in. choroby skórne, w tym grzybica i świerzb, infekcje oczu i uszu, problemy z zębami oraz nowotwory. W wypadku zaobserwowania zmian w zachowaniu lub wyglądzie chomika należy bezzwłocznie udać się do weterynarza. U tak małego zwierzaka większość chorób rozwija się błyskawicznie.
Klatka dla chomika dżungarskiego – wymiary i wyposażenie
Chociaż klatki z prętami są dopuszczalne jako lokum dla chomików dżungarskich, najlepiej sprawdzają się w tej funkcji pojemniki akwariowe. Wielkość takiego domku powinna wynosić co najmniej 60×40 cm; coraz częściej jednak zaleca się akwaria jeszcze większe, nawet powyżej 4000 cm2. Wszystko ma na celu zapewnienie zwierzakowi jak najlepszych warunków do życia i zabawy.
Ściółka
Najlepszą ściółką dla chomika dżungarskiego będzie gruba (ok. 10-20 cm) warstwa odpylonych trocin. To niezbędne, aby zwierzę mogło swobodnie się w nich zakopać, drążyć tunele. Polecane są ściółki konopne, lniane i drzewne. Dodatkowo można podrzucić chomikowi siana, aby miał czym wyścielić swoje „gniazdko”.
Regularnemu sprzątaniu i myciu należy poddawać kuwetę z piaskiem dla gryzoni, do której chomik załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Ściółkę sprząta się znacznie rzadziej, wymieniając jedynie jej zabrudzone partie i dosypując świeżych trocin. Całe akwarium sprząta się wyłącznie w wypadku choroby chomika lub zagnieżdżenia się w niej owadów, np. moli.
Chomik dżungarski – wyposażenie klatki
Sama ściółka i kuweta to oczywiście nie wszystko. Do klatki chomika należy zakupić także dobrej jakości poidełka oraz miseczki na karmę. Chomiki dżungarskie potrzebują także zabawek i kryjówek, w których mogłyby się schować oraz spać. Warto wyposażyć lokum chomika dżungarskiego w domki, huśtawki, hamaki, mosty i tunele.
Jako że chomiki lubią się wspinać, dobrym pomysłem będzie także dobudowanie w klatce kilku pięter. Dzięki temu zwierzak będzie miał swoisty plac zabaw, na którym na pewno nie będzie się nudził.
Najlepiej sprawdzą się akcesoria wykonane z naturalnych materiałów, jak drewno, kokos czy kamień; niekiedy poleca się także przedmioty ceramiczne. Tak wyposażone akwarium będzie nie tylko funkcjonalne, ale i wyjątkowo estetyczne.
Chomiki dżungarskie – żywienie
Dieta chomików dżungarskich stanowi o zdrowiu i szczęściu twojego małego podopiecznego. Należy bardzo uważnie przestrzegać zaleceń żywieniowych i nie oszczędzać na karmach, aby niechcący nie wyrządzić zwierzęciu krzywdy. Chomiki należą do zwierząt wszystkożernych. Oznacza to, że dla ich prawidłowego rozwoju konieczne będzie zapewnienie im karmy bogatej zarówno w produkty roślinne, jak i białko zwierzęce.
Pokarm podstawowy
Pokarm podstawowy, który ma za zadanie dostarczyć chomikowi wszystkich składników odżywczych, to mieszanki składające się z nasion, suszonych ziół, kawałków warzyw, larw mącznika i świerszczy. Pokarm dobrego gatunku można obecnie bez problemu zakupić w sklepach internetowych z żywnością dla gryzoni.
Przed nabyciem danej karmy warto dokładnie prześledzić jej skład, aby upewnić się, że jest ona wysokiej jakości i rzeczywiście zawiera w sobie wszystkie składniki, których potrzebuje twój zwierzak.
Pokarm dodatkowy
Pokarm dodatkowy, czyli taki, który można chomikom podawać dla urozmaicenia ich diety, dzielimy na suchy oraz mokry.
Suchymi smakołykami mogą być różnego rodzaju suszone zioła, kwiaty, owoce i warzywa, nasiona traw, a nawet niektóre korzenie. Od czasu do czasu chomikowi można podać orzechy, jednak niezbyt często, są bowiem zbyt tłuste.
Czasami dodatek mogą stanowić kolby, jednak należy dokładnie prześledzić ich skład – obecność substancji, które zlepiają produkt, np. mąka i miód, dyskwalifikuje dany pokarm. Należy także unikać wszelkich przysmaków, które zawierają w sobie sztuczne barwniki czy składniki słodzące.
Mokry pokarm dodatkowy stanowią głównie świeże owoce i warzywa. Należy pamiętać, aby przed ich podaniem bardzo dokładnie je umyć i osuszyć, np. przy pomocy papierowego ręcznika. Oprócz roślin, ważne jest podawanie chomikom dżungarskim także produktów mięsnych.
Mogą to być gotowane – bez dodatku soli i przypraw – kawałki drobiu, suszone owady i ryby oraz ugotowane na twardo jajka. Przeważnie jednak, szczególnie jeżeli chomik otrzymuje już dobrej jakości karmę, bogatą w białko odzwierzęce, nie ma potrzeby podawania mu go oddzielnie.
Chomik dżungarski – ścieranie zębów
Wiele osób, które dopiero zaczynają opiekę nad gryzoniami, nie jest świadoma faktu, że zwierzakom siekacze rosną przez całe życie. Dotyczy to także chomików dżungarskich. Aby zęby nie urosły zbyt długie i nie przeszkadzały w normalnym funkcjonowaniu, zwierzęta muszą je sobie stale ścierać.
Bardzo ważne jest zatem, aby, prócz wymienionych powyżej pokarmów, zapewnić chomikom produkty, które pomogą w ścieraniu siekaczy.
Mogą to być gałązki drzew liściastych, suszone korzenie, zabawki z drewna lub wikliny oraz twarde gryzaki z ziół. Od czasu do czasu można chomikowi dżungarskiemu podawać także wymieniane już wcześniej kolby z dodatkiem ziół i ziaren.
Dość nietypowym, jednak nierzadko polecanym produktem są twarde ciastka dla psów. Podawane sporadycznie, nie tylko pomagają w ścieraniu zębów, ale są także uzupełnieniem białka odzwierzęcego w diecie.
Wiele niedoświadczonych opiekunów chomików daje się skusić produktom, które w teorii służą ścieraniu siekaczy, jak wapienka oraz kolorowe kolby popularnych marek. Jednak żadne z nich nie spełniają tej funkcji, a mogą wręcz zaszkodzić zdrowiu chomików. Z tego samego powodu nie należy podawać zwierzętom ciastek dla ludzi czy suchego chleba.
Dlaczego dieta chomików jest tak ważna?
Chomiki dżungarskie są bardzo małymi zwierzątkami. Ich metabolizm jest natomiast niezwykle szybki — przez ten fakt jakość podawanej karmy jest bardzo ważna. Od ilości i gatunku serwowanych posiłków zależy to, jak będzie funkcjonował chomiczy organizm.
Zaniedbanie tego aspektu będzie skutkowało znaczącym pogorszeniem się zdrowia zwierzaka. Chomik dżungarski, którego dietę pozbawi się odpowiednich składników odżywczych, stanie się apatyczny i słaby. W dłuższej perspektywie mogą się u niego rozwinąć choroby bezpośrednio zagrażające jego życiu.
Gdzie kupować chomiki dżungarskie?
Znalezienie chomika dżungarskiego nie powinno stanowić wyzwania. Na ogłoszenia o sprzedaży czy oddaniu gryzoni można natknąć się niezwykle często. Świadomych opiekunów z reguły jednakże interesuje źródło, z którego pochodzi ich potencjalny zwierzak.
O odpowiedzialnym przygarnięciu chomika można mówić zatem w przypadku adopcji lub zakupu w hodowli.
Chomik dżungarski z adopcji
W Polsce istnieje wiele fundacji prozwierzęcych, które zajmują się ratowaniem, opieką i wydawaniem do nowych domów gryzoni – w tym także chomików. Bardzo często są to zwierzęta odebrane z pseudohodowli, dla których adopcja jest szansą na szczęśliwe życie. Takie chomiki, zanim trafią do swoich stałych domów, zostaną oswojone, odkarmione i wyleczone.
Innym sposobem na adopcję jest przyjrzenie się stronom z ogłoszeniami. Bardzo często można znaleźć na nich ludzi, którzy, z różnych przyczyn, oddają swoje chomiki dżungarskie. W takim wypadku nie ma się jednak pewności co do stanu zdrowia zwierzaka ani stopnia jego oswojenia.
Chomik dżungarski – mały zwierzak z rodowodem
Jeżeli zależy ci na przygarnięciu chomika dżungarskiego o konkretnym rodowodzie, najlepiej udaj się do renomowanego hodowcy. Zyskasz wówczas pewność co do warunków, w którym był wychowywany.
W przypadku zwierząt z dobrych hodowli liczy się nie tylko ich wygląd, ale przede wszystkim zdrowie oraz charakter. Dla hodowcy bardzo ważnym aspektem powinno być oswajanie chomika z człowiekiem, tak aby nie bał się jego obecności. Nie bez znaczenia są także warunki, w jakich żyją zwierzęta.
Chomiki powinny być gruntownie przebadane przez weterynarza i żywione w odpowiedni sposób. Znaczenie ma także wiedza hodowcy o rozmnażaniu zwierząt, ich właściwa selekcja i przygotowywanie do rozrodu. Odpowiednie krzyżowanie chomików dżungarskich stanowi bowiem o ich zdrowiu.
Sklepy zoologiczne – dlaczego należy ich unikać?
Dla wielu osób najszybszym i najlepszym sposobem na zdobycie upragnionego chomika będzie udanie się do sklepu zoologicznego. Jest to jednak najgorsza droga, jaką można wybrać, i stanowczo odradza się ją potencjalnym opiekunom.
Zwierzęta sprzedawane w sklepach zoologicznych najczęściej pochodzą z pseudohodowli. W takich miejscach są rozmnażane wyłącznie dla zysku, bez opamiętania i najmniejszej znajomości genetyki oraz potrzeb. W efekcie chomiki dżungarskie są często chore, niedożywione i poranione.
Ponadto, pracownicy sklepów zoologicznych rzadko są w stanie poprawnie rozpoznać płeć chomika. Przez to często do domów trafiają chomiczki w ciąży, a nie każdy potencjalny opiekun potrafi się taką „niespodzianką” odpowiednio zająć.
Po zapoznaniu się z powyższymi informacjami często pierwszym odruchem jest chęć niesienia pomocy zabiedzonym chomikom ze sklepów. Mimo to nadal odradza się kupowanie zwierząt w ten sposób. Na miejsce tych „odratowanych” trafiają bowiem kolejne, za nimi przyjdą następne.
To niekończący się proceder, któremu można zapobiegać poprzez niewspieranie sklepów i pseudohodowli, które czerpią zyski na nieszczęściu niewinnych zwierząt i niewiedzy większości społeczeństwa.
Chomiki miniaturki – podstawy opieki
Przed przygarnięciem pod swój dach chomika dżungarskiego, warto zapoznać się z jeszcze kilkoma aspektami, które pozwolą właściwie zaopiekować się zwierzakiem.
Chomik dżungarski – kwestia stadności
Większość gryzoni hodowanych w domu bezwarunkowo potrzebuje towarzystwa przedstawicieli tego samego gatunku. Chomiki dżungarskie, podobnie jak wszystkie chomiczniki, stanowią wyjątek – są to zwierzęta terytorialne, którym, w warunkach domowych, należy zapewnić życie samodzielne. W przeciwnym wypadku zwierzęta mogą się nawet pozagryzać.
Chomik dzungarski – kąpiele
Kąpiele są chomikom nie tylko niepotrzebne – stanowią one dla nich przede wszystkim ogromny stres. Należy je zatem przeprowadzać wyłącznie w wyjątkowych przypadkach, z polecenia weterynarza, np. w przypadku choroby skórnej chomika.
Mały chomik dżungarski – akcesoria
Na rynku akcesoriów dla gryzoni można natknąć się na wiele przedmiotów, które mają umilać czas podopiecznym. Niestety, nie wszystkie spełniają określone dla gatunku normy i mogą okazać się niebezpieczne dla zdrowia zwierzaków.
Do takich przedmiotów należą m.in. kule dla chomików. Posiadają one bardzo złą wentylację oraz uniemożliwiają zwierzęciu wyjście, co stanowi dla niego ogromny stres – chomik po prostu bardzo się w takim urządzeniu męczy.
Nie powinno się również ubierać chomika dżungarskiego w szelki i prowadzić go na smyczy. Szelki ograniczają mobilność zwierzęcia i naciskają na jego organy wewnętrzne. Są nie tylko niewygodne, ale przede wszystkim wyjątkowo niebezpieczne.
Tryb życia chomików dżungarskich
Należy pamiętać, że chomiki dżungarskie to stworzenia nocne. Czas ich największej aktywności przypada na późny wieczór oraz środek nocy. Wówczas najczęściej bawią się, jedzą, kopią tunele. Nie należy zaburzać tego rytmu i budzić chomika bez powodu w ciągu dnia — naraża się go wówczas na niepotrzebny stres.
Mały chomik dżungarski tylko z pozoru jest zwierzakiem prostym w utrzymaniu. Wymaga odpowiednich warunków oraz czułej opieki, aby jego krótkie życie było możliwie najlepsze i najszczęśliwsze.
Kot na Czerwonych Wierchach został znaleziony przez turystów. To zadbana kotka, która najpewniej wyszła z domu i nieco zapędziła się w swojej wędrówce.
Kot na Czerwonych Wierchach
Informację na temat nietypowego taternika przekazał zastępca komendanta straży Tatrzańskiego Parku Narodowego. Grzegorz Lorek poinformował, że kot na Czerwonych Wierchach został znaleziony przez turystów, którzy zapakowali go do plecaka i przenieśli na Kasprowy Wierch, w którego kierunku się wybierali.
Jak czytamy, w tym miejscu kot został przekazany pod opiekę jednemu z pracowników kolejki linowej.
Kot na Czerwonych Wierchach. Zwierzę trafiło do właścicieli
Informujący o całej sprawie serwis Onet.pl pisze, że jeden ze strażników TPN zwiózł zagubione zwierzę kolejką w dół, do Zakopanego. Tam po zgubę zgłosił się właściciel.
Na szczęście kotu nic złego się nie stało. Jest w dobrym stanie, nie poranił nawet łapek. Od strażników otrzymał karmę. Widać było jednak, że wędrówka po Tatrach mocno go zmęczyła. Wicekomendant Lorek przyznaje, że tego rodzaju turyści co pewien czas są znajdowani na szlakach.
Naukowiec przez kilka ostatnich lat obserwował kolonię „Octopolis”, która należy do nielicznych miejsc, gdzie na niewielkim obszarze mieszka obok siebie duża liczba ośmiornic.
Ośmiornice obrzucają muszlami inne zwierzęta, ale nie chcą ich skrzywdzić
Samo takie zachowanie nie świadczy wcale o chęci wyrządzenia komuś krzywdy. Samice chcą w ten sposób odgonić od siebie m.in. samców ośmiornic, którzy często są przedmiotem ich irytacji. Głowonogi raczej nie mają tendencji do nawiązywania relacji z innymi osobnikami, aczkolwiek w australijskiej Zatoce Jervis na głębokości kilkunastu metrów można znaleźć miejsce, gdzie na niewielkim terytorium muszą wchodzić w kontakty z innymi ośmiornicami. To doskonały obszar do monitorowania zachowań sąsiedzkich tych mięczaków.
Ośmiornice stosują różne sposoby „celowania”
Co prawda takie poczynania ośmiornic były już znane znaczenie wcześniej, lecz dopiero teraz potwierdzono, że „rzucanie” lub bardziej „plucie” przedmiotami w inne zwierzęta nie jest dziełem przypadku. Naukowcy nagrali jak jedna z samic obrzuciła mułem dziesięć razy tego samego samca z pobliskiego legowiska, który próbował z nią kopulować. Co więcej uczeni zauważyli różne rodzaje bronienia się przed natrętnymi głowonogami. Zjawisko to tłumaczy główny autor badania – Peter Godfrey-Smith:
„Czyszcząc norę, ośmiornice niemal zawsze wystrzeliwują muł pomiędzy dwiema przednimi mackami. Jednak podczas rzucania w innych, ustawiały rzucany obiekt między pierwszą a drugą macką po lewej lub prawej stronie. To sugeruje rodzaj celowania”.
Sytuacja miała miejsce w miejscowości Pęciszewo 26 sierpnia. Wszystko wyglądało niezwykle groźnie, jednak bohaterscy strażacy znów okazali się nieocenieni.
Byk w studni. Jak to się stało?
Dla byka wypadek w miejscowości Pęciszewo w województwie warmińsko-mazurskim mógł się skończyć tragedią. Na szczęście strażacy z Braniewa przyszli mu w porę na pomoc.
Spacerujący po okolicy byk zainteresował się najwidoczniej drewnianą osłoną, która znajdowała się na ziemi. W tym miejscu była studnia, której otwór zasłaniała drewniana część. Niestety nie była zbyt wytrzymała i ciężar byka okazał się być zbyt duży.
Byk w studni. O krok od tragedii
Pokrywa na studni pękła pod ciężarem byka, który wpadł na na głębokość pięciu metrów. Zwierzę na szczęście nie zabiło się w trakcie spadania, ale bez pomocy specjalistów nie udałoby się go uratować.
Na miejsce wezwana została straż pożarna. Byk w studni był ratowany aż przez dwa zastępy z Państwowej Straży Pożarnej w Braniewie, które wysłano na miejsce. Dołączyli też strażacy-ochotnicy z OSP Gronowo – informuje „Portal Braniewo”.
Do wyciągnięcia zwierzęcia trzeba było wykorzystać węże strażackie, którymi przepasano byka. Potem z pomocą ładowarki jednego z gospodarzy udało się wyciągnąć wystraszone zwierzę ze studni. Na szczęście nie odniosło żadnych ran i mogło wrócić na pobliskie pole.
Ustawa o gatunkach obcych ma na celu ochronę rodzimych zwierząt i roślin przed gatunkami, które mogłyby je zdominować i w efekcie wyprzeć. Ustawa określa zasady zwalczania roślin i zwierząt o których mowa.
Ustawa o gatunkach obcych. Co zawiera?
Ustawa powstała w celu wprowadzenia do polskiego porządku prawnego przepisów, które znajdują się w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady. Dotyczą one działań zapobiegawczych i zaradczych w kwestii wprowadzenia i rozprzestrzeniania inwazyjnych gatunków obcych. Weszło ono w życie na początku roku 2015.
Ustawa o gatunkach obcych zawiera listę zwierząt i roślin, które są obce dla całej Unii Europejskiej. Jest tam też mowa o kontroli granic i raportowaniu oraz wzajemnym powiadamianiu i współpracy państw członkowskich. Celem jest eliminowanie lub minimalizowanie negatywnego wpływu wspomnianych gatunków na rodzime ekosystemy, gospodarkę oraz ludzkie zdrowie.
Ustawa o gatunkach obcych. O jakie zwierzęta i rośliny chodzi?
Na liście znajduje się między innymi barszcz Sosnowskiego. Do Polski trafił z rejonu Kaukazu i jak wszyscy wiemy z głośnych nagłówków gazet, potrafi poważnie zaszkodzić zdrowiu i życiu ludzi. Ustawa o gatunkach obcych mówi też o wiewiórce szarej oraz czarnej czy szopie praczu.
Zmiany w prawie mają zapobiec wpuszczaniu przez granicę gatunków inwazyjnych. Będą one wówczas trafiały z powrotem do kraju, z którego je przywieziono. Decydować w tych sprawach mają Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, które będą miały za zadanie współpracować m.in. ze służbami granicznymi.
Ustawa o gatunkach obcych. O czym jeszcze mówi?
Podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa o gatunkach obcych zapowiada też powstanie centralnego rejestru, gdzie będą gromadzone dane dotyczące występowania w środowisku gatunków inwazyjnych. Osoba wprowadzająca do środowiska taki gatunek ma ponosić karę finansową.
Powodem, dla którego opublikowany został apel, jest intensywne żerowanie przez zwierzęta. Niedźwiedzie muszą teraz nabrać masy zanim zapadną w sen zimowy.
Niedźwiedzie wyszły na żerowanie
Wspomniany apel został opublikowany na oficjalnym profilu Tatrzańskiego Parku Narodowego w mediach społecznościowych. TPN opublikował film, na którym widać żerujące niedźwiedzie. Napisano też:
Ponieważ – jak już wiecie z niedzielnego posta – nasze niedźwiedzie obecnie dniem i nocą robią tzw. „masę” ? przed zimą, tak ważne jest, by stosować się do przepisów obowiązujących w Parku.
Podkreślono, że chodzi przede wszystkim o zakaz przebywania na terenie Parku po zmroku. Nie wolno też obecnie biwakować.
Niedźwiedzie robią masę
Władze TPN opublikowały też dłuższy tekst, który znalazł się na stronie internetowej Parku. Czytamy w nim między innymi:
Ograniczenie poruszania się nocą obowiązuje od 1 marca do 30 listopada i ma im umożliwić swobodne przemieszczanie się między miejscami żerowania a dziennego odpoczynku. Pamiętajmy, że np. wilki, niedźwiedzie, rysie i lisy w nocy chętnie wędrują szlakami. Świadectwem ich obecności są liczne tropy i odchody, które znajdujemy nad ranem.
Podkreślono, że zakaz ma również na celu ochronę samych turystów. Zwierzęta zaskoczone w trakcie nocnego żeru mogą szybko zaatakować człowieka. TPN przypomniał tu:
Według licznych obserwacji z różnych rejonów świata do większości niesprowokowanych ataków niedźwiedzi na ludzi dochodzi właśnie nocą.
Jeleń od pewnego czasu pojawia się na wspomnianej trasie. Turyści robią sobie z nim zdjęcia i zaczepiają go. Zdają się zupełnie nie zdawać sobie sprawy z faktu, że mają do czynienia z dzikim zwierzęciem.
Jeleń zaatakował dziecko
Portal tatromaniak.pl opublikował nagranie, na którym udokumentowano moment ataku jelenia na dziecko. Stało się to w momencie, gdy kilkuletni chłopiec chciał sobie zrobić z nim zdjęcie. Jeleń uderzył dziecko porożem i kopnął kopytem.
Jak czytamy, nagraniem podzielił się pan Olaf z Suchedniowa. Mężczyzna zauważył, że zwierzę robi się nerwowe, więc odszedł kilka metrów dalej i zaczął nagrywać telefonem całą sytuację. Jeleń był ewidentnie niezadowolony z tego, jak blisko podchodzą do niego turyści. Skończyło się to atakiem.
Jeleń to nie zwierzę domowe!
Przewodnik i edukator TPN Jan Krzeptowski Sabała podkreślił, że jeleń to dzikie zwierzę i nawet jeśli jest oswojone z ludźmi, może zaatakować.
Wyobraźmy sobie tą sytuację z udziałem dużego jelenia z wielkim porożem. Mogło by się nie skończyć na strachu
– wskazał ekspert.
Zaapelował, aby zawsze zachowywać dystans w stosunku do dzikich zwierząt. Chodzi nie tylko o nasze, ale także ich bezpieczeństwo.
Nagranie z tego zdarzenia można obejrzeć na wspomnianej stronie:
Pomrów wielki to ślimak, który może mieć długość nawet 20 centymetrów. O tym, że pojawił się w Tatrach, poinformował TPN we wpisie na Facebooku. Niestety, nie są to dobre wieści.
Pomrów wielki w polskich Tatrach
Daniel Wahl z Tatrzańskiego Parku Narodowego poinformował, że pomrów wielki jest ślimakiem pochodzącym z południowo-zachodniej Europy. To zwierzę zachwyca wielu turystów zarówno wielkością, jak i ubarwieniem. Z jego obecności w TPN nie cieszą się jednak przyrodnicy.
Jak czytamy, pomrów wielki choć podziwiany, dla naszej fauny jest gatunkiem obcym i inwazyjnym. Po raz pierwszy w tych okolicach zaobserwowano go już pod koniec ubiegłego stulecia. Wahl informuje, że utopionego osobnika widziano ostatnio w basenie fontanny przy reliktach dawnego dworu Homolaczów w Kuźnicach.
Pomrów wielki groźny dla polskiej fauny
Ekspert z Tatrzańskiego Parku Narodowego podkreśla, że zaobserwowanie wspomnianego ślimaka w tych okolicach jest bardzo złą wiadomością. Już obecność jednego osobnika może być złym sygnałem, bo oznacza możliwość rozmnożenia się tego zwierzęcia.
[…] Pomrowy wielkie są obojnakami oraz hermafrodytami i mogą w przypadku braku innej możliwości, rozmnożyć się same, bez drugiego osobnika
– czytamy we wpisie opublikowanym na profilu TPN na Facebooku.
Co więcej, pomrów wielki pożera też inne ślimaki. To sprawia, że jest groźny dla naszej fauny i wyjątkowo niemile widziany.
Artykuł mówiący o tym, jak po raz pierwszy udało się zarejestrować moment, w którym żółw atakuje ptaka, ukazał się na łamach czasopisma „Current Biology”. Współautorka tekstu przyznaje, że naukowcy nie mogli uwierzyć w to, co widzą.
Żółw upolował ptaka. Niesamowite wideo
Nagranie z momentu w którym żółw zaatakował ptaka pochodzi z wysp archipelagu na Oceanie Indyjskim, nieopodal wybrzeży Afryki Wschodniej – informuje serwis RMF 24. Film poruszył badaczy na całym świecie, bo do tej pory nie udało się nagrać momentu ataku żółwia, który upolował swoją ofiarę.
Jak dotąd nie było wiadomo, czy żółwie w ogóle żywią się ptakami na które polują, czy jedynie padliną. Nagranie z samicą żółwia, które obiegło cały świat, daje jasną odpowiedź w tej kwestii.
Żółw i jego śmiertelny atak na ptaka
Film pokazuje moment, w którym żółw zaczyna zbliżać się w kierunku pisklęcia. Justin Gerlach z University of Cambridge Peterhouse College przyznaje, że jest to zachowanie bardzo dziwne i radykalnie różni się od tego, co uważa się za normalne w przypadku żółwia.
Żółw olbrzymi podąża w kierunku pisklęcia, które w pewnym momencie atakuje go w głowę, ale nie jest w stanie dalej uciec. Nowe nagranie jako pierwsze na świecie dowodzi, że żółw jest w stanie nie tylko pożywiać się padłymi zwierzętami, ale i aktywnie je zabijać w celu zdobycia pożywienia.
Autorzy tekstu twierdzą, że wspomniana żółwica musiała mieć już doświadczenie w polowaniu na niewielkie rybitwy.
Zbilansowana dla zdrowia karma – widocznie zdrowy pies
Po czym poznać, że twój pies jest zdrowy? Przede wszystkim po jego zachowaniu. Gdy rozpiera go energia, chce się bawić i uwielbia być w ciągłym ruchu, to znaczy, że z dużym prawdopodobieństwem nie cierpi na żadne poważniejsze dolegliwości. Nie zwalnia cię to jednak z regularnych wizyt profilaktycznych u lekarza weterynarii. Kolejnymi widocznymi gołym okiem oznakami zdrowia są błyszczące oczy, lśniąca sierść i gładka skóra. Za wygląd odpowiada nie tylko genetyka czy właściwa pielęgnacja, taka jak kąpiele, czesanie i przycinanie. Podstawą pięknego wyglądu, a także witalności ulubieńca jest w dużej mierze odpowiednio dobrana, zbilansowana dieta.
Warto pamiętać, że niewielkie psy mają szczególne potrzeby żywieniowe, a ich układ pokarmowy często bywa bardzo wrażliwy. Przede wszystkim powinniśmy dostarczyć więcej niezbędnych składników odżywczych w dopasowanej do małych pyszczków mniejszej porcji. Może być to wyzwaniem, a brak odpowiedniej ilości składników odżywczych w porcji będzie widocznie odbijać się na zdrowiu małego psa, a także jakości wypróżnień. Dlatego też, w trosce o zdrowie małego przyjaciela, warto wybierać karmy bez dodatku sztucznych barwników, aromatów czy konserwantów. Jest to możliwe m.in. dzięki procesowi ekstruzji (gotowania pod ciśnieniem), w wyniku którego niszczone są potencjalne patogeny (np. bakterie), a niemal sterylna karma zamykana jest w szczelnym opakowaniu, zdatnym do wtórnego przetwarzania i przyjaznym dla środowiska.
Karma w zgodzie z naturą psa
Dzięki przeszło wiekowi badań nad potrzebami psów mamy odpowiednie wytyczne (w Europie zebrane przez FEDIAF), które pokazują nam, co powinniśmy dostarczyć psu, aby prawidłowo funkcjonował. W taki sposób dostarczamy wszystkie niezbędne składniki odżywcze, co pozwala mu funkcjonować w zgodzie ze swoją naturą i być aktywnym. Warto zwrócić uwagę na to, że karmy suche, jak Purina ONE® Mini, są koncentratami, więc podaje się ich 3x mniej i zajmują 3x mniej miejsca na półce, a także w transporcie. Karmy suche mają także kilkukrotnie mniejszy odcisk CO2 od karm mokrych, o czym warto pamiętać, wybierając sposób karmienia swojego ulubieńca.*
Warto wybierać takie pożywienie dla swoich ulubieńców, których produkcja mniej obciąża środowisko (większość fabryk Purina jest zero waste**), a opakowanie można powtórnie wykorzystać. Karmy Purina ONE® Mini mają dodatkowe oznakowanie wskazujące, że są one zaprojektowane w taki sposób, by nadawały się do recyklingu. Następny ruch należy do nas – musimy je tylko wyrzucić do odpowiedniego kosza.
A co kryją w sobie? Wysokiej jakości smakowity pokarm w formie chrupiących nuggetsów i miękkich granulek, idealnie dopasowanych do potrzeb żywieniowych małych psów, w poręcznym, wystarczającym na tydzień lub dwa opakowaniu. Każdy kawałek jest skrojony dokładnie na miarę niewielkiego psiego pyszczka. Karmy powstałe w trosce o zdrowie psów są skomponowane bez dodatku sztucznych barwników, aromatów czy konserwantów. Podając regularnie tego typu pożywienie swojemu psu, możesz mieć pewność, że nie zabraknie mu energii i witalności, a sierść nabierze blasku.
Widoczne zdrowie w opakowaniu stworzonym do recyklingu/wtórnego przetwarzania
Wszyscy korzystamy z tego, co daje nam Ziemia. To właśnie od nas zależy, czy – dbając o środowisko – pozostawimy po sobie porządek dla następnych pokoleń. Segregując odpady, oszczędzając energię i wodę, chronimy przyrodę przed dewastacją. Wybierając karmy z fabryk zero waste w przyjaznych dla środowiska opakowaniach, przeznaczonych do recyklingu – tak jak Purina ONE® Mini – okazujemy troskę o naszą planetę. A jak karma może wpłynąć na twojego ulubieńca? Wystarczą 3 tygodnie, by różnica w jego zachowaniu i wyglądzie była widoczna. Najpierw powinieneś zaobserwować u niego wysoki poziom energii i witalności. Po drugim tygodniu należy szukać pozytywnego wpływu Purina ONE® Mini na układ trawienny czworonoga. Po kolejnych 7 dniach będzie można zauważyć, że sierść psiaka jest lśniąca, skóra gładka, a oczy błyszczące.
* Pim Martens, Bingtao Su, Samantha Deblomme, The Ecological Paw Print of Companion Dogs and Cats, BioScience, Volume 69, Issue 6, June 2019, Pages 467–474
Lasy Państwowe podkreśliły we wpisie, że to od nas zależy, czy będziemy mogli dalej podziwiać motyle w swoich ogrodach. Konieczne jest dbanie o różnorodność roślin – czytamy.
Lasy Państwowe: Z tych gąsienic będą motyle!
Wspomniany wpis, który opublikowały Lasy Państwowe, zaczyna się w ten sposób:
Na wielu grupach (także ogrodniczych, ale nie tylko) pojawiają się pytania „czym pryskać??” „mam czarne gąsienice, jak się ich pozbyć??” „jak się pozbyć pokrzyw, mój ogród opanowały jakieś szkodniki!!”
Autorzy wpisu uspokajają i przestrzegają przed ich niszczeniem. Poinformowali, że ze wspomnianych gąsienic powstają motyle. Jak czytamy, może to być rusałka pawik lub rusałka pokrzywnik. Gąsienica to jedno ze stadiów tego owada:
Zanim motyl stanie się motylem przechodzi kilka etapów. Najpierw z jaja wylęga się gąsienica. Gąsienica musi jeść i tyć, by zmagazynować odpowiednią ilość pokarmu i móc się przeobrazić.
Dodano, że bez roślin takich jak pokrzywy, którymi żywią się gąsienice, nie będzie też i motyli.
Lasy Państwowe: Zadbajcie o różnorodność roślin
Autorzy wpisu podkreślają, że chcąc podziwiać w swoich ogrodach przepiękne motyle, musimy zadbać o różnorodność roślin. Dotyczy to także chwastów, które są niezwykle potrzebne:
Nie można mieć w ogrodzie samych tuj, a potem dziwić się, że przylatuje do nas mało ptaków, mało zapylaczy, mało motyli. Dbajmy o roślinną różnorodność, a będziemy cieszyć oczy wspaniałymi motylami, zarówno w dzień, jak i w nocy.
Lasy Państwowe na koniec pogratulowały osobom, które mają u siebie czarne gąsienice, bo dzięki temu będą mogły u siebie podziwiać piękne owady.
Bociany przylatujące do Przygodzic są od lat obserwowane przez internautów z całego świata. Projekt nazywa się „Blisko bocianów”, a kamera jest umieszczona nad gniazdem.
Bociany odlatują. Przygodka, Jędrka i Beatkę czeka daleka podróż
W Przygodzicach dwa bociany o imieniu Przygoda i Dziedzic wychowali w tym roku trzy młode: Przygodka, Jędrka i Beatkę. Losy całej rodzinki można było obserwować od złożenia jaj, wysiadywania ich, wyklucia się piskląt, aż po pierwsze emocjonujące próby latania. „Serial” jednak na pewien czas został zakończony, ponieważ ptaki odlatują do Afryki, gdzie będą przebywać w okresie jesienno-zimowym. W rozmowie z „Wyborczą” Michał Dworak z grupy przyrodników Ornitolog Poznań mówi, że to dobry czas na opuszczenie Polski:
„To jest zdecydowanie dobry czas na wędrówkę. Ptaki w różnych okresach się przemieszczają, jedne trochę wcześniej, inne później, te, co wcześniej przyleciały, wcześniej będą odlatywały. W świecie przyrody jest już jesień, więc nie powinniśmy dziwić się bocianom, że postanowiły opuścić Polskę”.
Bociany odlatują również ze Skwierzyny
Podobne sceny można zobaczyć w Skwierzynie w województwie lubuskim. Jak twierdzi przyrodnik, Andrzej Chmielewski z Międzyrzecza, boćki zaczęły przygotowania do wędrówki już pod koniec lipca. Obecnie są na etapie „szkolenia” młodych, aby nauczyły się latać oraz by przetrwały trudy podróży.
Kolejnym etapem są tzw. sejmiki. Bociany zbierają się w grupach na łąkach. Większość z nich odleci do Afryki, gdzie m.in. w Kenii, Etiopii, a nawet w RPA przeczekają zimniejsze miesiące panujące w Polsce. Kiedy ptaki ostatecznie odlecą? Zdaniem eksperta z Międzyrzecza zależy to przede wszystkim od temperatury powietrza.
Dla mieszkańców Trójmiasta obecność lisów jest powszechnym zjawiskiem. Ich złapanie jest tym trudniejsze, ponieważ to sprytne i zręczne zwierzęta.
Gdynia: Lisy chodziły po Wzgórzu św. Maksymiliana
Straż Miejska od pewnego czasu jest zasypywana zgłoszeniami o przechodzących lisach po terenie Gdyni i okolic. Tylko wczoraj służby złapały dwa osobniki o czym poinformowano w komunikacie:
„W środę, 18 sierpnia, na Wzgórzu św. Maksymiliana funkcjonariusze Straży Miejskiej w Gdyni złapali dwa młode lisy, które dokuczały tamtejszym mieszkańcom. W różnych miejscach miasta są ustawione żywołapki, czyli specjalne klatki do odławiania tych zwierząt. Wszystko po to, aby potem bezpiecznie wywieźć je daleko od miasta. W razie potrzeby zwierzętom jest udzielana także pomoc weterynaryjna”.
Gdynia: „Lisów nie trzeba się bać, ale nie wolno ich też głaskać i przytulać”
Lisy łatwo przystosowują się do nowych warunków. Adaptacja jest tym łatwiejsza, gdyż na terenie Trójmiasta jest łatwy dostęp do pożywienia poprzez niezabezpieczone altanki śmietnikowe lub wystawiony dla kotów pokarm. Lisów nie należy się bać, aczkolwiek niewskazane jest ich głaskanie czy przytulanie. To dzikie zwierzęta i ze strachu mogą człowieka podrapać lub ugryźć. Sytuację uspokaja powiatowy lekarz weterynarii, który powiedział, że ostatni odnotowany przypadek wścieklizny w Gdyni przypada na 1998 r.
W sytuacji napotkania lisa powinniśmy przejść obok niego spokojnie. Nie zaleca się straszenia oraz karmienia zwierzęcia. Jeśli zobaczymy potrąconego bądź rannego lisa to koniecznie trzeba poinformować straż miejską pod całodobowym, bezpłatnym numerem telefonu 986. Odłowione zwierzę zostanie przekazanie weterynarzom, którzy udzielą pomocy.
Dane udowadniają, że umysły mątew pozostają w najwyższej formie do późnej starości. Rezultaty przedstawiono w magazynie „Proceedings of the Royal Society B”.
Mątwom nie pogarsza się pamięć wraz z wiekiem
Naukowcy wyróżniają dwa rodzaje pamięci. Pierwsza to pamięć semantyczna, która zapamiętuje to, czego nauczyliśmy się w przeszłości, ale nie sam proces uczenia się. Druga z kolei to pamięć epizodyczna wyróżniająca się przyswajaniem konkretnych wydarzeń z przeszłości. Mątwy są przedstawicielami tego drugiego wariantu. Uczeni brytyjskiego uniwersytetu potwierdzają, że to pierwsze zwierzę, u których pamięć nie pogarsza się wraz z wiekiem o czym mówi psycholog porównawcza Alexandra Schnell z Uniwersytetu Cambridge:
„Mątwy pamiętają, co jadły, gdzie i kiedy, i wykorzystują to do podejmowania decyzji żywieniowych w przyszłości. Zaskakujące jest to, że nie tracą tej zdolności z wiekiem, pomimo wykazywania innych oznak starzenia, takich jak utrata funkcji mięśni i apetytu”.
Mątwy zapamiętały kiedy i gdzie znajduje się pożywienie
Zespół wykorzystał do eksperymentu 24 mątwy zwyczajne (Sepia officinalis). Badacze karmili je i wskazywali kiedy i gdzie dostępne są dwa rodzaje pożywienia: krewetki trawiaste (preferowane przez mątwy) i krewetki królewskie. Doświadczenie potwierdziło, że mątwy doskonale zapamiętały miejsce i czas przechowywania pokarmów. Co więcej głowonogi świetnie przyswajają wiedzę niezależnie od wieku. Zwierzęta podzielono na dwie grupy. Pierwsza była w wieku 10-12 miesięcy. Druga natomiast to starsze osobniki liczące 22-24 miesiące.
Jeśli chcesz zapewnić swojemu kotu dobrą zabawę, zaopatrz się w kilka sportowych akcesoriów. Sprawdź również, jakie akcesoria sportowe, których ty używasz na co dzień, mogą stanowić rozrywkę dla twojego zwierzaka.
Dlaczego aktywność fizyczna jest niezwykle istotna w przypadku kotów?
Najnowsze badania wskazują, że nawet co drugi kot domowy cierpi z powodu nadwagi. Powodów jest kilka. Po pierwsze, zbyt duża liczba przysmaków. Rozwiązaniem w tym przypadku jest zmiana diety, jednak warto również wprowadzić kilka ćwiczeń, które przyspieszą zgubienie zbędnych kilogramów. Kolejną przyczyną jest brak ruchu. Koty znane są ze swojego lenistwa i zamiłowania do snu. Zaopatrz się w kilka akcesoriów dla kotów, gdyż już kilkuminutowa zabawa z pupilem sprawi, że jego organizm będzie funkcjonował lepiej, a ty tym samym uchronisz go przed groźnymi chorobami.
Jak rozpocząć trening z kotem?
Pamiętaj, by nie rozpoczynać treningu zbyt intensywnie. Na początek warto postawić na kilka minut zabawy, by wzbudzić ciekawość czworonoga. Co kilka dni zwiększaj czas treningu, cały czas obserwując zachowanie kota.
Akcesoria dla kota – wędki oraz piłki
Najprostszym rozwiązaniem jest zakup akcesoriów dla kota, na przykład piłek. Pamiętaj, że oprócz zabawy równie ważna jest twoja interakcja z czworonogiem. Nie możesz po prostu dać kotu zabawki i oczekiwać, że sam będzie się bawić. Musisz wzbudzić jego ciekawość i się zaangażować. Jeśli tradycyjne piłki nie działają, pamiętaj, że koty lubią wszystko, co szeleści, piszczy i się rusza. Może zamiast piłki sprawdzi się lepiej kawałek zwiniętej folii? Poruszaj przedmiotami, wzbudzając zainteresowanie kota. Dzięki temu zachęcisz go do ruchu.
Zapewnij rozrywkę kotu dzięki wędce
Ciekawą propozycją jest również zakup wędki. Koty uwielbiają wszystko, co się rusza, więc dzięki niej zachęcisz swojego pupila do ruchu. Akcesoria dla kota tego typu mają piórka i dzwoneczki przykuwające wzrok zwierzęcia, więc z pewnością będą stanowić dobrą rozrywkę. Kilka minut zabawy dziennie wystarczy, by twój pupil poczuł się lepiej.
Interaktywne zabawki i drapaki, które zachęcą twojego kota do ruchu
Jeśli poszukujesz akcesoriów dla kota, dzięki którym twój zwierzak zachowa świetną formę, pomyśl o zakupie zabawek interaktywnych. Idealnie sprawdzi się interaktywna mysz, która zachęci kota do ruchu i zapewni mu świetną rozrywkę. Równie dobrym pomysłem jest zakup dużego, piętrowego drapaka. Dzięki niemu kot ma możliwość wspinaczki, co pozytywnie wpływa na jego sprawność i zwinność.
Torba sportowa – idealne miejsce na kryjówkę dla kota
Wiele akcesoriów, których używasz na co dzień podczas treningu, stanowi również doskonałą atrakcję dla twojego kota. Dobrym przykładem jesttorba sportowa. Koty uwielbiają wszelkiego rodzaju skrytki i schowki, dlatego jeśli tylko zostawisz otwartą torbę, istnieje spore prawdopodobieństwo, że twój kot zorganizuje sobie tam swoją kryjówkę.
Mata do ćwiczeń – element do ćwiczeń i do zabawy
Jeśli wykonujesz ćwiczenia w domu, z pewnością masz matę do ćwiczeń. To akcesorium, które z pewnością zainteresuje twojego kota. Dzięki niemu możesz połączyć codzienny trening z przyjemnością i wspólną zabawą ze swoim pupilem. Wspólne rozciąganie to doskonały sposób na spędzenie czasu z czworonogiem.
Pamiętaj, że warto stawiać na maty do ćwiczeńwykonane z wysokiej jakości materiałów. W przeciwnym razie ostre pazury mogą uszkodzić matę i sprawić, że nie będzie ona użyteczna. Na rynku dostępnych jest wiele akcesoriów sportowych, takich jak piłeczki czy wędki, które zapewnią dobrą zabawę twojemu kotu. Również elementy, których ty używasz na co dzień, np. torba sportowa czy mata do ćwiczeń, mogą stanowić doskonałą rozrywkę.
Grzybiarz miał zostać zaatakowany w lesie, do którego pojechał autem z kolegą. Twierdzi, że zwierzę które skoczyło na niego w zagajniku to wilk. Miał odnieść poważne rany.
Wilk zaatakował grzybiarza?
Informacja dotycząca zdarzenia, w którym wilk miał zaatakować wspomnianego mężczyznę szybko obiegła ogólnopolskie media. Pisał o tym między innymi „Fakt”.
Historia ta miała miejsce w miejscowości Stare Zadybie na Lubelszczyźnie. Mężczyzna twierdzi, że po wejściu do jednego z zagajników usłyszał niepokojący szelest, po czym zaatakowało go zwierzę. Twierdzi, że początkowo wziął je za własnego psa, ale ostatecznie uznał, że zaatakował go wilk.
W rozmowie z „Faktem” grzybiarz stwierdził, że w walce z wilkiem odniósł poważne rany. Zwierzę miało próbować przegryźć brzuch mężczyzny, a życie uratował mu kolega, który odstraszył agresora kijem. O sprawie poinformowano Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Lublinie.
Wilk, który atakuje ludzi? Eksperci są innego zdania
Całą sprawę na Facebooku skomentowało Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”. Eksperci poinformowali, że odbyli rozmowę z zaatakowanym mężczyzną i obejrzeli zdjęcia ran, które odniósł poszkodowany.
Jak czytamy dalej:
Analizując odpowiedzi pana Tomasza Rosłańca na zadane przez nas szczegółowe pytania, a także relację ze zdarzenia, którą nam przekazał podczas rozmowy, opierając się na naszym ponad dwudziestoletnim doświadczeniu w badaniach terenowych nad wilkami, znajomości budowy i behawioru tych zwierząt, jednoznacznie stwierdzamy, że nie został on zaatakowany przez wilka.
Stowarzyszenie wyraziło też głębokie ubolewanie nad tym, że media nagłośniły sprawę bez wnikliwej analizy sytuacji oraz skonsultowania się z naukowcami. Tym samym – twierdzą eksperci – propagują one nieprawdę i przyczyniają się do budowania negatywnego nastawienia i lęku przed wilkami wśród społeczeństwa.
Wspomniane oświadczenie podpisali dr hab. Sabina Nowak – prezes Zarządu SdN „Wilk” oraz dr hab. inż. Robert Mysłajek – wiceprezes Zarządu SdN „Wilk”.
Dzieci uwielbiają zwierzęta. Kojarzą im się z postaciami z bajek, książeczek i ulubionych filmów. Niestety dzieci, zwłaszcza te w młodszym wieku, bardzo często nie są w stanie zrozumieć, że zwierzak to nie maskotka. Często dochodzi do sytuacji, gdy dzieci zachowują się nieodpowiednio wobec zwierząt, np. ciągną je za ogon. Takie zachowanie stwarza dla nich niebezpieczeństwo, a zwierzaka stresuje. Podobnie jest z szeregiem obowiązków, jakie pociąga za sobą posiadanie zwierzaka. Zanim jednak rzucisz swemu dziecku zdecydowane „nie!”, przeczytaj, jakie są zalety posiadania zwierząt w domu.
1. Nauka odpowiedzialności
Nic tak nie nauczy dziecka odpowiedzialności, jak opieka nad zwierzątkiem. Nakarmienie pupila, sprzątanie po zwierzaku (np. wymiana żwirku w kuwecie czy wymiana wody dla wodnych zwierzątek), dbanie o jego higienę poprzez kąpiele, konieczność wychodzenia z psem – to wszystko czynności, które uczą dziecko, że poza czasem przyjemności i zabawy jest czas, który należy poświęcić innym. Dzieci wyrabiają w sobie poczucie odpowiedzialności, które powinno „wygrywać” z wygodą (np. spacer z psem wczesnym rankiem). W ten sposób dziecko przygotowuje się do opieki nad młodszym rodzeństwem, a w przyszłości – zostania rodzicem.
2. Nauka empatii
Kontakt ze zwierzęciem to nauka empatii. Dziecko uczy się rozpoznawać emocje psa lub kota – czy jest głodne, zmęczone, smutne? A może stęsknione i spragnione kontaktu, albo wdzięczne za smakowity kąsek? Rozpoznawanie emocji to ważna umiejętność, która przyda się w relacji z rówieśnikami i całym dorosłym życiu.
3. Poprawa nastroju
To zaleta, którą odczuwają wszyscy domownicy niezależnie od ich wieku. Zwierzątko potrafi być wspaniałym (i najwierniejszym!) przyjacielem człowieka. Dziecko może traktować zwierzaka jak kompana do zabawy, powierzać mu swoje tajemnice i troski. Ocierający się o nasze nogi kotek czy pies opierający głowę o kolana daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Dzieje się to nawet na poziomie fizjologicznym – według badań przebywanie z ukochanym zwierzęciem obniża ciśnienie krwi i spowalnia tętno.
4. Wzmocnienie więzi rodzinnych
Zwierzak w domu cementuje więzi rodzinne. Kiedy choruje, wszyscy członkowie rodziny angażują się w walkę o jego zdrowie. W najlepszych chwilach – podczas zabawy z domownikami czy zabawnych figlach – staje się dla całej rodziny źródłem radości i pięknych wspomnień na lata
5. Wzmocnienie zdrowia
Kontakt ze zwierzęciem domowym nie tylko wpływa pozytywnie na pracę układu nerwowo-krwionośnego i zwiększa wydzielanie endorfin (tzw. „hormony szczęścia, które redukują stres i poprawiają samopoczucie), ale też uodparnia na alergię. Kontakt dzieci z sierścią zwierząt futerkowych to najlepszy sposób na naturalne wytworzenie przeciwciał przeciwko patogenom, które wywołują alergię i astmę.
„Opracujemy zestaw modyfikacji, który zostanie wprowadzony w przyszłym roku. Z mniejszą liczbą skoków i z niższymi, prostszymi przeszkodami” – czytamy w wystosowanym oświadczeniu.
Igrzyska Olimpijskie w Tokio: UIPM zmienia zasady rozgrywania konkurencji
Podczas zakończonych niedawno Igrzysk Olimpijskich w Tokio nie zabrakło kontrowersji. Tak było chociażby w trakcie rozgrywania pięcioboju nowoczesnego. Annika Schleu pewnie zmierzała po złoty krążek, jednak jeździectwo zupełnie pozbawiło szans na medal z najcenniejszego kruszcu dla niemieckiej zawodniczki. Koń przydzielony Schleu odmówił współpracy i zrozpaczona 31-latka musiała wycofać się z rywalizacji. Oliwy do ognia dolała trenerka Kim Raisner, która widząc zachowanie zwierzęcia kilka razy je uderzyła. Raisner została zdyskwalifikowana, natomiast UIPM chcąc uniknąć podobnych sytuacji zmieni regulamin na korzyść koni. Ma być „łatwiej i lżej”.
Igrzyska Olimpijskie: Zmiany już w przyszłym roku, jednak konie nadal będą losowane
Po tym incydencie pojawiły się głosy by pięciobój nowoczesny został usunięty z programu Igrzysk. Tamtejszy związek był jednak zadowolony z organizacji całej imprezy:
„Jestem bardzo zadowolony z organizacji zawodów w Tokio. Nie widzę podstaw do ich narzekań. Tylko od nich zależało (sportowców przyp. red.) czy odniosą sukcesy w poszczególnych konkurencjach. A co do koni: one zostały przetestowane i były dobrze przygotowane, wręcz doskonale. To były świetne zawody” – powiedział Klaus Schormann, szef UIPM.
Mimo takiej deklaracji organizacja ugięła się pod coraz bardziej krytycznymi uwagami:
„Opracujemy zestaw modyfikacji, który zostanie wprowadzony w przyszłym roku. Z mniejszą liczbą skoków i z niższymi, prostszymi przeszkodami. Dla sportowców i trenerów przygotujemy też nowy zestaw wytycznych i narzędzi edukacyjnych, by położyć jeszcze większy nacisk na dobrostan koni” – czytamy w oświadczeniu UIPM, które nie zamierza jednak rezygnować z dyskusyjnej zasady losowania koni.
Najwyższe ceny na licytacji – po 450 tys. euro – osiągnęły dwa konie ze stadniny w Michałowie: gniady ogier Equator oraz siwa klacz Emandorissa.
Pride of Poland: Organizatorzy zadowoleni z wyników
Uzbierana suma usatysfakcjonowała inicjatorów wydarzenia o czym powiedział po aukcji Tomasz Chalimoniuk, prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, głównego organizatora imprezy:
„Jestem zadowolony z tego wyniku, bo się obawiałem przed aukcją. To było wróżenie z fusów. 1,6 mln euro to jest bardzo dobry wynik, to jest ponad 7 mln zł. Stadnina w Michałowie dzisiaj zarobiła ponad milion euro”.
Wynik tym bardziej zachwyca, gdyż stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie mają w ostatnim okresie poważne problemy finansowe.
Pride of Poland: Rekordowa aukcja wynosiła 450 tys. euro
W sumie licytowano 16 koni arabskich czystej krwi – 13 klaczy i 3 ogiery – w większości z państwowych stadnin w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce. Rekord pojedynczej aukcji wyniósł 450 tys. euro. Obie aukcje dotyczyły koni ze stadniny w Michałowie. Chodzi o 11-letniego gniadego ogiera o imieniu Equator oraz siwą 9-letnią klacz Emandorissa. Nabywcy pochodzili z Arabii Saudyjskiej oraz Kataru. Za 250 tys. euro natomiast sprzedano klacz Brodnicę ze stadniny w Janowie Podlaskim.
Chalimoniuk poinformował, że tegoroczna aukcja przyniosła też rekordową liczbę kupujących. Kupcy pochodzili z 29 krajów, m.in. Belgii, Szwecji, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Szwajcarii, Holandii. W sumie było to ok. 50 osób.
To jednak nie koniec przedsięwzięcia. W poniedziałek 16 sierpnia w Janowie Podlaskim odbędzie się jeszcze Letnia Aukcja Koni Arabskich Summer Sale, na którą wystawionych zostanie 19 koni – 16 klaczy i trzy ogiery.
Nadleśniczy Tomasz Kalembkiewicz poinformował, że bielik znajduje się pod obserwacją w azylu dla dzikich zwierząt niedaleko Szczecina. Jest stan poprawia się.
Lubuskie: Bielik urodził się w tym roku
Młody bielik wykluł się w tegorocznym sezonie lęgowym. Zaobrączkowano go w maju. Ptak został odnaleziony przez podleśniczą z Łośna ok. cztery kilometry od swojego gniazda. Zwierzę zostało złapane, a następnie przewiezione do nadleśnictwa, gdzie zostało nakarmione i napojone. Relacjonuje Tomasz Kalembkiewicz:
„W uzgodnieniu z RDOŚ, ptak został przewieziony do azylu Dzika Ostoja w Wielgowie, pod Szczecinem. Tutaj pod fachową opieką będzie wracał do sił. Jeżeli rehabilitacja powiedzie się, młody bielik powróci na wolność w miejscu, gdzie został znaleziony”.
Lubuskie: Ponad 100 par bielików w całym województwie
W całym województwie lubuskim stacjonuje obecnie ponad 100 par bielików. Tak wynika z raportu Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gorzowie Wielkopolskim. To pięciokrotnie więcej niż w latach 80. ubiegłego stulecia. Ptaki znajdują się pod ścisłą opieką przyrodników z RDOŚ i lubuskich leśników. Wokół ich gniazd są tworzone specjalne strefy ochronne. W całym Nadleśnictwie Kłodawa znajduje się w sumie 11 gniazd bielików. Tamtejsze lasy mieszane i dużo jezior są dla nich przyjaznym środowiskiem.
Bieliki należą do największych ptaków drapieżnych w Polsce. Zwierzęta należą do rodziny jastrzębiowatych. Ich głównym pokarmem są ryby. Polują również na inne chore lub osłabione zwierzęta pełniąc funkcje sanitarne w środowisku.
O zdarzeniu poinformowała w czwartek rzecznik prasowy ostrowskiej policji mł.asp. Małgorzata Michaś. Bocian znajduje się pod opieką weterynarza.
Ostrów Wielkopolski: Bocian miał uszkodzone skrzydło
W minioną środę policjanci z Ostrowa Wielkopolskiego otrzymali nietypowe zgłoszenie. Mieszkańcy ul. Leśnej w Lewkowie poinformowali, że na drodze stoi bocian ze zranionym skrzydłem, który nie może wzbić się samodzielnie w powietrze. Na miejsce udali się funkcjonariusze „drogówki”. Wśród nich znalazł się st. asp. Tomasz Morawek:
„Od dziecka opiekowałem się zwierzętami i kocham je z wzajemnością” – powiedział sam zainteresowany, który prywatnie jest właścicielem czterech kotów i dwóch psów.
Ostrów Wielkopolski: Nie tylko bocian, czyli inne zwierzęta uratowane przez policjanta
Dla st. asp. Tomasza Morawka to nie pierwsza takiego typu interwencja. W przeszłości policjant ratował też inne zwierzęta o czym mówi mł. asp. Małgorzata Michaś:
„Pomógł potrąconej sarnie. Uratował jeże, które chciały przejść przez jezdnię. W tym celu zatrzymał ruch pojazdów i przeniósł je w bezpieczne miejsce. Uratował też kota zakleszczonego pod maską auta. Natomiast błąkającemu się psu pomógł odnaleźć jego właścicieli”.
Na profilu Wielkopolska Policja w mediach społecznościowych możemy za to przeczytać:
„Jak pokazuje przykład st. asp. Tomasza Morawka, można się realizować zawodowo np. w ruchu drogowym i jednocześnie mieć niesamowitą zdolność przyciągania do siebie zwierząt, które potrzebują pomocy. Chyba czas pomyśleć o zaocznej weterynarii”.
Bohaterski czyn policjanta nie umknął uwadze innym internautom, którzy zasypują pochwałami funkcjonariusza.
Niektóre z organizacji podkreślają, że inwestycja zaszkodzi waranom. Z pewnością jednak Indonezja liczy na wielu turystów, którzy będą chcieli obejrzeć wspomniane „smoki”.
Indonezja inwestuje w „Park Jurajski”
Pomimo pojawiających się kontrowersji związanych z waranami, Indonezja nie ma zamiaru rezygnować z tak znaczącej dla turystyki tego kraju inwestycji. Wiadomo, że jest ona warta niemal 5 milionów dolarów, więc nie jest to inwestycja na małą kwotę. (Zobacz, w co inwestować małe kwoty na stronie: https://magazyninwestora.pl/w-co-inwestowac-male-kwoty). Krytykuje ją jednak UNESCO.
Organizacja jest zdania, że projekt jaki ma zamiar stworzyć Indonezja, bardzo mocno wpłynie na same zwierzęta. UNESCO zaznacza, że chodzi o zmiany w środowisku naturalnym tych endemicznych gadów.
Indonezja uparcie dąży do realizacji projektu
Przeważają jednak kwestie finansowe i Indonezja wcale nie ma zamiaru przejmować się krytyką. Nazywane „smokami” warany z Komodo to zwierzęta, za których obejrzenie wielu turystów będzie w stanie wiele zapłacić.
„Park Jurajski” ma powstać na wyspie Rinca, a jego goście będą mogli spacerować tuż obok gigantycznych, żyjących na wolności jaszczurek. W warunkach naturalnych mogłoby się to zakończyć dla turystów tragicznie. Waran z Komodo to niemal trzymetrowy gad, który jest w stanie zabić człowieka. W Indonezji żyje ponad 3 tysiące przedstawicieli tego gatunku.
Wpływ na fatalną sytuację stadniny ma nie tylko pandemia Covid-19, ale także fatalne zarządzanie. To kolejny rok na minusie informuje „Rzeczpospolita”.
Pride of Poland: Stadnina Koni Janów Podlaski kolejny rok na minusie
Dziennik podkreśla, że Stadnina Koni Janów Podlaski już kolejny rok z rzędu kończy z dużymi stratami finansowymi. Problemy zaczęły się w 2016 r. wraz ze zwolnieniem Marka Treli, który został zastąpiony przez Marka Skomorowskiego. W tym samym czasie pracę stracił również Jerzy Białobok, wieloletni dyrektor innej stadniny koni arabskich w Michałowie:
„Skomorowski był jednym z wielu kolejnych prezesów stadniny, której wyniki poleciały w dół. Rok 2015, ostatni przed odwołaniem Treli, zakończyła ona z zyskiem aż 3 mln 200 tys. zł, który zawdzięczała rekordowej aukcji koni Pride of Poland. Na koniec 2016 r. miała jeszcze 81 tys. zł na plusie, potem zaczęła przynosić straty: w 2017 r. 1 mln 640 tys. zł, w 2018 r. – 3 mln 170 tys. zł, a w 2019 r. – 1 mln 250 tys. zł” – pisze „Rzeczpospolita” dodając, że ubiegłoroczna strata była jeszcze większa, choć „uzyskany wynik spowodowany był czynnikami niezależnymi od spółki”.
Pride of Poland: aukcja koni nie przynosiła oczekiwanych zysków
Cytowany przez „Rzeczpospolitą” Lucjan Cichosz, pełniący obowiązki dyrektora mówi, że strata jest spowodowana pandemią koronawirusa, a ubiegłoroczna aukcja Pride od Poland nie przyniosła zamierzonego wyniku. Zdaniem Marka Szewczyka byłego redaktora naczelnego „Koń Polski” zaniedbania panują również na innych obszarach:
„Powodem strat były też wieloletnie błędy w zarządzaniu stadniną. Zaniedbano m.in. oborę, jedną z nóg, na której w przeszłości opierała się gospodarka spółki” – wyjaśnia Szewczyk.
Niestety nie tylko Stadnina Koni Janów Podlaski boryka się z takimi kłopotami. W podobnej sytuacji znajduje się chociażby SK Michałów, który ubiegły rok zakończył ze stratą 924 tys. zł.
Przypadki wścieklizny zaobserwowano już w pięciu powiatach ziemskich Mazowsza oraz na terenie miast Radom i Warszawa. Zaburzenie obejmuje głównie lisy.
Wścieklizna na Mazowszu: Regiony objęte restrykcjami
„W tej chwili obszar zagrożony wścieklizną obejmuje teren powiatu otwockiego, mińskiego, garwolińskiego, kozienickiego, radomskiego, zwoleńskiego, miasta Radom i miasta stołecznego Warszawa” – taki komunikat wystosował Mazowiecki Lekarz Weterynarii. Uwzględniając samą stolicę najgorzej jest w dzielnicach Wawer i Wesoła, natomiast w samym powiecie mińskim zagrożenie dotyczy dziewięciu gmin: Dębe Wielkie, Halinów, Mińsk Mazowiecki, Siennica, Stanisławów, Latowicz oraz miasta Halinów, Mińsk Mazowiecki i Sulejówek. W pozostałych powiatach obowiązują restrykcje na całym obszarze.
Wścieklizna wśród zwierząt: Mazowieckie rozpoczęło kampanię informacyjną
W związku z narastającym problemem w regionie, prowadzona jest akcja informacyjna mająca na celu zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby. Wprowadzone regulacje zabraniają organizowanie targów, wystaw, konkursów, pokazów z udziałem psów, kotów oraz innych zwierząt wrażliwych na wściekliznę, polowań i odłowów zwierząt łownych, za wyjątkiem odstrzałów sanitarnych dzików oraz polowań indywidualnych bez udziału psów i nagonki, na zasadach określonych przez właściwego terytorialnie powiatowego lekarza weterynarii.
Psy, koty i inne zwierzęta gospodarskie, za wyjątkiem jedwabnika morwowego (Bombyx mori) i pszczoły miodnej (Apis mellifera) muszą przebywać na zamkniętych wybiegach. Należy też bezwzględnie zaszczepić przeciwko wściekliźnie psy, zalecane jest też szczepienia kotów. Kampania wyjaśnia także jak zachować się w przypadku napotkania zwierzęcia chorego na wściekliznę.
Sytuacja w Turcji się uspokaja, aczkolwiek synoptycy ostrzegają, że utrzymujące się wysokie temperatury mogą sprzyjać dalszemu rozprzestrzenianiu się żywiołu.
Turcja: Pożary przyczyniły się do licznych obrażeń wśród zwierząt
Pierwsza seria niszczycielskich pożarów rozpoczęła się w miejscowości Manavgat. To właśnie tam organizacja działająca na rzecz zwierząt o nazwie HAYTAP postawiła tymczasowy szpital weterynaryjny. Obecnie w placówce leczone są m.in.: żółwie, ptaki, koty, psy, bydło, owce czy gady. Zwierzęta najczęściej ucierpiały na skutek poparzeń skórnych i układu oddechowego. Nie brakuje jednak takich okazów, które zostały ranne w wyniku rozcięć czy złamań stąd nie brakuje osobników z gipsem na nodze.
Pożary w Turcji: Zwierzęta nie potrafiły znaleźć szybkiej drogi ewakuacyjnej
Ahmet Kemal Şenpolat, dyrektor HAYTAP, stwierdził, że olbrzymia liczba ofiar wśród zwierząt wynika z faktu, gdyż w przeciwieństwie do ludzi, nie potrafiły znaleźć sobie szybkiej drogi ewakuacyjnej. W sieci nie brakuje nagrań, w których zrozpaczeni rolnicy nie są w stanie pomóc własnym zwierzętom.
„Kiedy liczba rannych zwierząt zaczęła wzrastać, postanowiliśmy założyć dla nich szpital w Manavgat, być może już wkrótce otworzymy kolejne” – powiedział Şenpolat.
W bieżącym roku w Turcji spłonęło co najmniej 135 tys. hektarów, czyli ośmiokrotnie więcej niż wynosi średnia podawana przez Europejskie Centrum Informacji o Pożarach.
Naukowcy stwierdzili, że pterozaury latające nad Australią można określić mianem ogromnych „smoków”. Miało to miejsce 105 milionów lat temu.
Pterozaur nad Australią
Ogromne i przerażające gady miały latać na wielkim morzem śródlądowym. Istniało ono na terenie dzisiejszego stanu Queensland, ponad 100 milionów lat temu.
Pterozaury miały się żywić przede wszystkim rybami, które łowiły z morza dzięki wyjątkowo długim dziobom. Wyniki swoich badań paleontolodzy opublikowali na łamach „Journal of Vertebrate Paleontology”.
Badania na temat gatunku Thapunngaka shawi udało się przeprowadzić dzięki zachowanej dolnej szczęce gada. Poza tym, naukowcy opierali się na informacjach, które posiadają już na temat przedstawicieli tej samej grupy.
Pterozaur jak smok
Paleontolodzy uważają, że Thapunngaka shawi to pterozaur, który jak żaden inny przypominał mitycznego smoka. Wrażenie robił nie tylko jego rozmiar (rozpiętość skrzydeł dochodziła do siedmiu metrów), ale i wygląd.
Pysk tego gada był wypełniony ostrymi kłami, a naukowcy są zdania że żywił się nie tylko rybami. W jego menu mogły się znajdować także pomniejsze dinozaury.
Jeden z autorów badań, Tim Richards, mówi wprost, że pterozaur był przerażającą bestią. Jego zdaniem, zwierzę najbardziej ze wszystkich przypominało smoka, jakiego każdy z nas zna chociażby z filmów fantasy.
Raisner z powodu popełnionego czynu został zdyskwalifikowana. Taką decyzję podjęła Międzynarodowa Federacja Pięcioboju Nowoczesnego.
IO 2020: Rywalizacja pięcioboistek w cieniu skandalu
Do zdarzenia doszło w miniony piątek. Podczas przejazdu niemieckiej pięcioboistki Anniki Schleu, koń o imieniu „Saint Boy” (Święty Chłopak), zupełnie nie współpracował z zawodniczką nie wykonując jej poleceń. Na zachowanie zwierzęcia zareagowała trenerka Schleu, Kim Raisner. Niemka uderzyła pięścią konia i nakazywała swojej podopiecznej, aby biła wierzchowca szpicrutą.
„Hau richtig drauf, Hau!“, schreit die Trainerin ihrer völlig panischen Athletin zu, die daraufhin Gerte und Sporen nochmal voll in das offensichtlich völlig verwirrte Pferd rammt. Abschaffen, einfach abschaffen. pic.twitter.com/MUsGNVBo26
Zdjęcie zrozpaczonej Schleu momentalnie obiegły cały świat, jednak głównym tematem było krytyczne zachowanie jej trenerki. Ten proceder nie uszedł na sucho Raisner, która została zdyskwalifikowana przez Międzynarodową Federację Pięcioboju Nowoczesnego (UIPM):
„Zarząd UIPM wręczył czarną kartkę trenerce reprezentacji Niemiec, dyskwalifikując ją z pozostałych zawodów podczas igrzysk olimpijskich Tokio 2020” – czytamy w komunikacie.
OFFICIAL STATEMENT
Coach Kim Raisner (GER) disqualified from Tokyo 2020 Olympic Games Modern Pentathlon
— UIPM – World Pentathlon (@WorldPentathlon) August 7, 2021
Reperkusje wobec Niemki potwierdził szef reprezentacji w pięcioboju Alfons Hoermann.
Pięcioboiści nie startowali na własnych koniach. Zwierzęta są losowane z puli jaką przewidują organizatorzy. Od samego początku „Saint Boy” był niezdyscyplinowany. Kłopoty zwiastowała rozgrzewka, zaś w trakcie przejazdu koń odmawiał skoków.
Annika Schleu była jedną z kandydatek do złotego medalu olimpijskiego. Ostatecznie została sklasyfikowana na 31. miejscu.
O historii dotyczącej nietoperza z Wielkiej Brytanii pisze obecnie cały świat. Nic dziwnego, ponieważ pokonany przez niego dystans jest wprost niewiarygodny. Zwierzę swoją podróż rozpoczęło w londyńskim ogrodzie zoologicznym.
Nietoperz poleciał do Rosji
Informację na temat nietoperza przekazał portal BBC News. Dalsze doniesienia pojawiły się między innymi na rosyjskim portalu Meduza. Jak czytamy, zwierzę przeleciało ponad 2 tysiące kilometrów!
Wiadomo już, że ssak mieszkał wcześniej w Londynie. Wszystkiego udało się dowiedzieć dzięki obrączce, na której widniała informacja, że nietoperz pochodzi z londyńskiego zoo. Niestety, podróż zwierzęcia zakończyła się dla niego śmiercią. Ranny nietoperz został znaleziony przez kobietę ze wsi Molgino w obwodzie pskowskim.
Nietoperz niestety nie przeżył
Spotkanie nietoperza ważącego zaledwie 8 gramów z rosyjskim kotem miało tragiczny skutek. Zawiadomieni przez kobietę specjaliści nie byli w stanie uratować rannego zwierzęcia.
Wycieczka nietoperza, który postanowił polecieć z Londynu do Rosji, nie pozostanie jednak bezowocna. Już teraz brytyjska Fundacja Ochrony Nietoperzy przyznaje, że pozwoli to na lepsze zbadanie kwestii migracji tych zwierząt. Wiadomo, że niewielki nietoperz był bliski pobicia rekordu jeśli chodzi o długość lotu.
Pojawienie się w domu czworonoga jest wyjątkowym przeżyciem dla całej rodziny. Zwłaszcza dzieci, zafascynowane nowym domownikiem, na ogół są zachwycone możliwością wprowadzenia nowych aktywności do rutyny dnia. Warto jednak pamiętać, że zabawa ze szczeniaczkiem to nie tylko radość i beztroska, lecz także okazja do wspomagania rozwoju czworonożnego towarzysza. W jaki sposób połączyć przyjemne z pożytecznym? Dzielimy się sprawdzonymi pomysłami!
Zabawy ze szczeniakiem w domu
Zabawy szczeniaków odgrywają bardzo istotną rolę w ich wychowaniu. Małe psy, podczas harców z rodzeństwem, wykorzystują zęby, które początkowo są bardzo ostre, cienkie i przypominają małe igiełki. Niekiedy zdarza się, że żartobliwe ugryzienie w ucho brata lub siostry okazuje się bolesne i wywołuje paniczny pisk ze strony poszkodowanego. Takie sytuacje stanowią dla maluchów ważne lekcje życia i pozwalają im nauczyć się panowania nad własną siłą i energią. Warto wykorzystywać ten mechanizm również w późniejszym czasie, kiedy maluch po odstawieniu od matki trafi już do naszego domu, jako nowy członek rodziny. Z pewnością niejednokrotnie spotkamy się z entuzjazmem czworonoga, który będzie próbował gryźć nas po łydkach lub rękach. Reagując od razu na takie przejawy radości, nauczymy go poprzez zabawę, że niektóre zachowania nie są przez nas akceptowane. Jednocześnie będziemy w stanie zawiązać i stopniowo umacniać więzi z czworonogiem.
Zabawy ze szczeniakiem zapewniają mu odpowiednią dawkę ruchu. Warto pamiętać o ćwiczeniach fizycznych dla czworonoga, zarówno podczas spacerów na świeżym powietrzu, jak i wspólnego spędzania czasu w domu. Najbardziej intuicyjne jest bieganie, ale należy również wspomnieć o wszelkiego rodzaju aktywnościach polegających na zmianie pozycji ciała. Turlanie się po podłodze, drapanie po brzuchu (wywołujące wyginanie się psiego grzbietu) czy podskoki (np. w celu dosięgnięcia przysmaku) pozwalają na rozwój fizyczny zwierzęcia. Umożliwiają także rozładowanie napięcia i pozbycie się nadmiaru energii.
Zabawy ze szczeniakiem przyczyniają się również do jego rozwoju intelektualnego. Warto zainwestować w specjalne, interaktywne zabawki, np. piłki z wydrążonym środkiem, do których wkładamy przysmaki dla psów. Wydobycie ulubionego smakołyku (np. Pedigree® Tasty Bites Chewy Cubes) wymaga od psa główkowania, a jednocześnie pozwala mu odnieść podwójną radość z sukcesu! Alternatywą dla tej zabawy jest proste ukrycie niewielkich przekąsek w różnych miejscach w domu. Wykorzystując zmysł powonienia, szczenię z łatwością odnajdzie niespodzianki, czerpiąc z tego wiele radości!
Przysmaki dla psów są również doskonałym motywatorem do pracy. Poprzez nagradzanie pozytywnych zachowań uczymy szczenię tego, co mu wolno, a czego nie. To doskonała metoda (znacznie skuteczniejsza niż karanie czworonoga za popełniane błędy!), dzięki której możemy uzyskać m.in. takie efekty, jak:
załatwianie przez zwierzę potrzeb fizjologicznych najpierw na macie higienicznej, a potem na dworze,
realizowanie psiej potrzeby gryzienia i żucia z wykorzystaniem zabawek (zamiast mebli czy kapci domowników),
spokojne powitanie gości oraz członków rodziny wracających do domu,
chodzenie na luźnej smyczy.
Zabawy ze szczeniakiem poza domem
Zabawy dla szczeniaków i dorosłych psów, które możemy wykonywać na dworze, mają wiele zalet. Po pierwsze, nie istnieje ryzyko, że niechcący zniszczymy jakiś domowy sprzęt lub mebel, gdy wspólna aktywność wymknie nam się spod kontroli. Po drugie, w parku lub lesie często spotykamy innych opiekunów z psami. Pozwalając zwierzętom na wspólną zabawę, pomagamy im budować ich kompetencje społeczne.
Jakie zabawy ze szczeniakiem warto realizować poza domem?
wspólne bieganie, ściganie się,
przeciąganie liny, czyli specjalnego, kynologicznego szarpaka,
nauka sztuczek, a także ważnych umiejętności, takich jak chodzenie przy nodze czy przybieganie na zawołanie (to ostatnie zwierzę powinno przyswoić w pierwszej kolejności).
Jakich zabaw ze szczeniakiem należy unikać?
stosowanie zabawek, które nie mają kynologicznego przeznaczenia: piłek tenisowych, frisbee itp.,
rzucanie psu znalezionych w miejscu spaceru patyków, szyszek, żołędzi oraz kamieni.
Ważne, aby wszystkie zabawy odbywały się w bezpiecznym miejscu i z pomocą bezpiecznych sprzętów czy materiałów. W przypadku wątpliwości, jakie zabawy dla szczeniaków są wskazane, warto skonsultować się z lekarzem weterynarii lub behawiorystą.