Kuriozalna sytuacja miała miejsce na jednym z krakowskich osiedli. Inspektorzy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zostali wezwani do „laguna”, który miał zawisnąć na drzewie. Po rozwiązaniu zagadki musieli pękać ze śmiechu.

“Zabierzcie tego stwora!”

„Przyjedźcie i go zabierzcie!” – niemal krzyczała do telefonu dzwoniąca do KTOZ kobieta, która najwidoczniej nie na żarty wystraszyła się tego, co zobaczyła na drzewie za swoim oknem.

Gdy pracownicy dopytywali o co chodzi, ta odpowiedziała:

„Tego stwora!!! Od dwóch dni siedzi na drzewie naprzeciwko bloku! Ludzie okien nie otwierają, bo się boją, że im to do domu wejdzie!”.

“Lagun” na drzewie


„Jest brązowe, siedzi na drzewie i to jest ten… noooo, ten.. lagun!”.Inspektorzy dopytywali, o jakie zwierzę może chodzić kobiecie i jak ono wygląda. Upewniali się, czy to nie jest przypadkiem ptak. Tymczasem kobieta odparła:

Pracownicy dopytywali, czy może chodzi o legwana. Dzwoniąca do KTOZ odpowiedziała:

„Tak, legwan! Siedzi tu od dwóch dni i wszyscy się go boją! To kiedy po niego przyjedziecie?”.

To nie był żart

Ostatecznie postanowili pojechać do zgłoszenia, choć obawiali się że mają do czynienia z żartem primaaprilisowym. Gdy przyjechali na miejsce, w końcu udało się odnaleźć owo „zwierzę”:

„Jest, mamy go! Brązowy stwór siedzi na gałęzi bzu, bez rośnie mniej więcej w połowie długości bloku, stwór siedzi i się nie rusza – dokładnie tak, jak opisała nam pani zgłaszająca. Jego brązowa skóra pobłyskuje w słońcu, choć gdzieniegdzie widać jakieś zmatowienia. Przyglądamy się dokładniej – biedak nie ma nóg ani głowy”.

Przyznają, że nie mogli mu już pomóc, ponieważ:

„Owym tajemniczym lagunem – legwanem okazał się bowiem… croissant, rogalik z ciasta francuskiego”.

Pracownicy zapewniają, że cała historia nie jest żartem i wspomniane zgłoszenie rzeczywiście do nich wpłynęło. Całą sprawę opisano na Facebooku. Polecamy lekturę całości! Wpis poniżej:

Zobacz też:
Kolejne przypadki wścieklizny na Mazowszu! Zapowiedziano akcję szczepień

za: Facebook