Naukowcy przeprowadzili badania na ponad 100 małych żółwiach morskich zamieszkujących Australię. Gadom prześwietlono brzuchy. U większości z nich wykryto znaczną obecność plastiku. Przyczyną problemu są ludzie, którzy mimo licznych akcji edukacyjnych nie stosują się do apeli biologów.

W ramach badań, uczeni przeanalizowali wnętrzności 121 żółwi morskich z siedmiu gatunków, które zostały wyrzucone na mieliznę lub przypadkowo złowione. W przypadku aż 83% osobników z Oceanu Spokojnego wykryto plastik. Ilość tego tworzywa stanowiła 0,9% ich masy. Największy pechowiec miał w sobie 144 kawałki plastiku o wielkości powyżej 1 mm.

W oceanach znajduje się nawet 12 mln ton plastiku

Światowe organizacje i aktywiści od lat nawołują o to, by nie zanieczyszczać obszarów wodnych. Mimo wielu akcji mających na celu zapobiec temu procederowi, akweny są mocno zanieczyszczone, co stwarza śmiertelnie zagrożenie dla zwierząt morskich. Liczne osobniki umierają przykładowo po spożyciu słomki lub fragmentu plastikowej siatki. Inne natomiast konają w wyniku uduszenia. Problem jest poważny. Według jednego z badań tylko w 2010 r. do oceanów wyrzucono od 4,8 mln do 12,7 mln ton plastiku.

Taka szkodliwa ludzka ingerencja w naturę sprawia, że środowiska naturalne zwierząt nie są już dla nich bezpieczne. Szczególnie dotyczy to żółwi morskich, które po wykluciu się z jaj na plaży, zmierzają w kierunku otwartych wód oceanów – Spokojnego i Indyjskiego.

„Takie zachowanie prowadzi je prosto w pułapkę. Małe żółwie docierają do silnie zanieczyszczonych miejsc, takich jak Wielka Pacyficzna Plama Śmieci” – tłumaczy Emily Duncan, współautorka badań.

Zobacz też:
Mieszkanka Sosnowca znalazła na ulicy... pytona królewskiego