Dr Silviu Petrovan, weterynarz i ekspert ds. przyrody na Uniwersytecie Cambridge, wraz z grupą naukowców przeprowadził badania z których wynika, że 26,5% sprzedawanych dzikich zwierząt z grupy ssaków jest nosicielami 75% znanych nauce wirusów odzwierzęcych. To istotne dane w dobie pandemii Covid-19, która od ponad roku paraliżuje cały świat. Spośród osobników, które noszą za sobą największe ryzyko przenoszenia chorób wymienia się m.in. małpy czy zwierzęta kopytne.

Handel dzikimi zwierzętami to duży problem, co najlepiej obrazuje obecnie panująca sytuacja na świecie. Według uczonych aż 3/4 sprzedawanych nietoperzy, małp i innych ssaków są źródłem chorób zakaźnych, które bez problemu mogą zostać przeniesione na ludzi. Biolodzy podkreślają, że analiza tych patogenów jest bardzo ważna i może być kluczowym odkryciem zapobiegającym kolejnym pandemiom. Jest to o tyle zasadnicze, gdyż Światowa Organizacja Zdrowia jest zdania, że źródłem Covid-19 jest chiński rynek handlu zwierzętami.

Ryzyka pandemii nie wyeliminujemy, ale możemy znacznie zminimalizować

Czy powyższe badania doprowadzą do tego, że zacznie obowiązywać zakaz handlu dziką fauną i florą? Niekoniecznie, ponieważ mimo licznych kontrowersji takie rozwiązanie stanowi podstawę utrzymania i wyżywienia dla bardzo wielu osób zamieszkujących tereny Azji i Afryki. Naukowcy mówią, że jako ludzkość nie możemy w stu procentach wyeliminować ryzyka pandemii, jednak zmiana sposobu interakcji ze zwierzętami oraz nastawienia konsumenckiego może zdecydowanie zminimalizować zagrożenie. Autorzy badań sugerują również, aby wiedzieć skąd pochodzi spożywane przez nas mięso.

Warto podkreślić, że badacze nie wskazują wcale nietoperzy lub gryzoni, jako źródło największego zagrożenia, a małpy i zwierzęta kopytne, w tym chociażby jelenie i antylopy.

Zobacz też:
Hologramy zamiast żywych zwierząt. Coraz więcej cyrków korzysta z takiego rozwiązania