Nie milkną echa dyskusji dotyczącej zezwolenia przez prezydenta Torunia Michała Zaleskiego na odstrzał 50 dzików (o sprawie informowaliśmy tutaj). Przeciwni tej decyzji była partia Zieloni, która w związku z tą sprawą utworzyła specjalną petycję skierowaną do głowy miasta.

Dziki udomowiły się na ulicach Torunia. Po kilku tygodniach działań, które nie przyniosły rezultatów, prezydent Michał Zaleski wydał decyzję o zredukowanie liczby dzików o maksymalnie 50 sztuk osobników. Z tym orzeczeniem nie zgodziła się partia Zieloni oraz część mieszkańców miasta, którzy podpisali się pod utworzoną przez ugrupowanie podaniem. Obywatele twierdzą, że taki werdykt to „pójście na łatwiznę”, a jeden z internautów skomentował to w następujący sposób:

„Wstyd mi że, Toruń takie coś robi. Co się dziwić: lasy się wycina, ich domy niszczy, a ludzie je dokarmiają ziemniakami. Czy naprawdę tak trudno je wyłapać i wywieźć gdzieś poza Toruń do lasu? Mają prawo żyć jak każdy, szkoda…”.

Partia Zieloni proponuje mniej brutalne rozwiązania

Petycja utworzona przez jednego z przedstawicieli partii, Sylwestra Jankowskiego zawiera szereg działań zastępczych, które mogłyby pozbyć się nieproszonych gości, a zarazem ocalić ich życie. Autorzy proponują uruchomienie kampanii informacyjnej dla mieszkańców, codzienne opróżnianie koszów przez MPO oraz zabezpieczenie śmietników. Ostatnim etapem byłoby stopniowe wypłaszanie i wyłapywanie dzików. Jankowski sugeruje też aby do współpracy włączyć również Powiatowego Lekarza Weterynarii, który przebadałby wszystkie odłowione zwierzęta:

„Te które będą zdrowe, należy wywieźć na tereny leśne z dala od osiedli ludzkich. Natomiast młode warchlaki powinny być przekazane do specjalistycznego ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. To przykład tego, co można zrobić, zamiast strzelać. Jego zdaniem miasto powinno zorientować się również, czy możliwa jest chemiczna kastracja. Taki zabieg przerwałby niekontrolowany przyrost populacji dzika”.

Zobacz też:
Wrocław: Wystartowała kampania „Dzikie w mieście”

Do środy pod pismem podpisało się 600 osób.